-Szczere kondolencje, bla bla bla…
Tylko tyle słyszała Hermiona kiedy stała nieruchomo wpatrując się w
czarną trumnę w niej złożony był jej martwy mąż, którego nie kochała…
-Mamo możemy iść już do domu?
-spytała Alice, jej jedyna pociecha, która miała dopiero zaledwie 11
lat a pojmowała rzeczy o, których innym starszym ludzią nie chciałobysię
nawet pomyśleć
-Tak kochanie już idziemy…
-odpowiedziałam jej, ale wtedy spostrzegłam jednego zabójczo
przystojnego typa, rozpoznałam go od razu, tylko co on robił na
pogrzebie „wieprzleja”…?
-Dra…, Malfoy?-Co ty tutaj robisz?
-Pierwszy raz w moim życiu odezwało się we mnie sumienie a ty tak
ładnie się ze mną witasz, ech… No cóż może sobie na to zasłużyłem… A tak
na marginesie widzę, że nie płakałaś, nie tęsknisz za swoim mężulkiem,
co?
-Malfoy nie mam nastroju na gierki więc może od razu sięgniemy sedna
sprawy i nie będziemy się przekomarzać jak małe dzieci, wiem że to twój
poziom inteligencji, a tak na marginesie to nie twój sprawa czy płaczę
za swoim mężem, Draco.
-No tak bo żeby z tobą rozmawiać trzeba z inteligencji bachora ewoluować w konia.-odgryzł się, dupek HALLOO? Ja powinnam tutaj rozpaczać po stracie męża zamiast głupio śmiać się z durnych żartów Malfoya.
-Dobra Malfoy jaką masz do mnie sprawę w związku z tym twoim sumieniem, bo szczerze wątpię czy go masz.
-No wiesz chciałbym tylko ci powiedzieć, że to chyba ja spowodowałem, że Sz. P. Weasley tak nieostrożnie jechał…
-Nie jestem na ciebie zła Draco tak naprawdę czuję się jak wyprana z emocji, i nie wiem co z tym zrobić. Czuję się głupio.
-Czułem się podobnie na pogrzebie mojej mamy…
-Tylko to nie to samo, bo ty ją kochałeś prawda? A ani ja ani Alice
nic do Ronalda nie czułyśmy nic oprócz chwilowych przejawów nienawiści.
Może łatwiej było by mi coś poczuć gdyby Alice coś…, jakoś żałowała
Rona, ale prawda jest taka, że żadna nie będzie za nim tęsknić.
Wyrządził nam za wiele krzywd… Właściwie dlaczego to właśnie tobie to
powiedziałam…? Ech, świat staje na głowie.
-Nie mam pojęcia dlaczego o tym właśnie mi powiedziałaś, ale
radzę ci po prostu zapomnieć zająć się pracą i żyć dalej oddzielić się
od wspomnień zacząć życie od nowa.
-Dziękuję-spojrzałam na niego i zrozumiałam, że naprawdę chciał mi pomóc-Naprawdę dziękuję.
-Ale jest jeszcze jedna rzecz którą muszę ci powiedzieć.
-Naprawdę ja też, wiesz rzucam modeling i zmieniam pracę na aurora.
-Wiesz to witaj w drużynie bo ja to samo tobie chciałem powiedzieć.
-Że co rzucasz modeling?
I pierwszy raz od wypadku Rona zaczęłam się śmiać.
* * *
-Alice musisz zostać z wujkiem Harrym dobrze?
-Dobrze mamo.
-świetnie ale obiecaj mi, że będziesz się grzecznie bawić nie tak jak ostatnio ok?
Hermiona wciąż pamiętała ostatnie zdarzenie kiedy Alice razem z
Albusem dorwali się nożyczek i po cieli całą zasłonę (później nie dało
się jej nawet zaklęciem naprawić) i tłumaczyli się, że chcieli dla niej
zaprojektować nową sukienkę.
-Ale byliśmy grzeczni mamo tylko ty nie słuchałaś naszych wyjaśnień.
-Oczywiście, ale teraz się zachowuj i nie uwalniaj w sobie niewiarygodnej siły destrukcji która w tobie drzemie. Pa kochanie!
Krzyknęła za nią.
-Pa mamo!
No dobra, czas znaleźć w sobie tą sławną gryfońską odwagę i ruszyć w
samą paszcze bestii. Kiedy wsiadłam do samochodu i podjechałam pod
ministerstwo, wjechałam windą pod dobre piętro podeszłam do
odpowiednich drzwi stanęłam twarzą w twarz z paniczem Malfoyem, który na
mój widok przywdział na swoją twarz swój naturalny lekko cyniczny
pół uśmiech
ech… on się z nim chyba urodził… ale jeśli się tak jemu przyjrzeć
niezwykle dobrze w nim wygląda… no cóż niezwykła szkoda, że to kretyn,
debil, cyniczny łajnomózg, kompletny dupek, całkowity palant, i…
-Dzień dobry panno Granger.
Ciekawe skąd on wiedział, że zmieniłam nazwisko..? no cóż to Malfoy a to wiele wyjaśnia.
-Dzień dobry panie Malfoy, piękny mamy dziś dzień musi się pan z tym zgodzić.
Prosty bezpieczny temat pogoda, co ja rozmawiam o POGODZIE z
najprzystojniejszym facetem jakiego widziałam w życiu?! Ale to Malfoy
opanuj się Hermiono pogoda to przy nim najlepszy temat jaki mogłaś
wybrać tak i koniec.
-Przeuroczy.
I znowu ten uśmiech cholera jasne mnie bierze kiedy go widzę.
Zmusiłam się do sztucznego uśmiechu. Ale na szczęście
dla mnie bo pan idiota nadzwyczajnie dobrze się bawił przerwał nam tę
konwersację szef biura aurorów. Wygląda dokładnie jak.. zaraz Co?!
I znowu musiałam się zmusić do sztucznego uśmiechu.
-Dzień dobry panu.
-Heja.
Ugh… czy ten ulizany dupek nie może zachować nawet pozorów… nie
no cóż nie moge wymagać za dużo to są faceci kompletni ignoranci.
-Cześć smok, dzień dobry pani…?
Ciekawe co by zrobił gdybym mu się przedstawiła kupa gnoju…?
-Granger…, czy mi się czy nie chodziliśmy kiedyś razem do szkoły?
Ooo jak słodko to są takie moje niewinne i słodkie
przypuszczenia… oczywiście, że znałam tego palanta to w połowie dzięki
niemu moje życie w szkole było okropne (drugą część odwalała fretka)
Założyłam nogę na nogę i czekałam na dalszy rozwój wydarzeń.
-Och na pewno skądś kojarzę pani twarz na pewno… i nazwisko też
wydaje mi się znajome hmmm… czy pni może kiedyś nie nazywała się
Weasley? Ależ tak i to całkiem niedawno! Szczere kondolencje z powodu
męża.
I znowu myśli, że trafił na mój czuły punkt i znowu się pomylił jak już wspominałam faceci = kompletni ignoranci.
-Bardzo dziękuję to dla mnie wiele znaczy…
-No dobrze ale nie spotkaliśmy się tutaj na pogaduszki czyli przyszła
pani i patrze pani akta a tu jest już wyznaczony pierwszy dzień pracy
jak to się stało?
-No cóż wiem, że tym zdaniem zburzę pana postrzeganie na wszechświat
ale są inni wy żej postawieni pracownicy z, którymi jestem w bardzo
dobrych stosunkach.
Skończyłam zdanie z lekko wrednym uśmiechem.
-Komu dałaś dupy?
-Jeśli o to chodzi to nie wszyscy rozwiązują swoje problemy w ten
sposób. Ale jeśli jesteś ciekawy panie Malfoy to tę posadę przyznała mi
pani minister, pani Potter.
Uwielbiam tych dwóch imbecyli wyprowadzać z równowagi ech… cudowne uczucie.
-Dobrze może pani zacząć od jutra. Do widzenia.
-Do zobaczenia.
I wyszłam po zaz pierwszy wyszłam jako wygrana z potyczki GRANGER
& MALFOY AND ZABINI. Ale coś czuje, że szybko przyjdzie mi za to
zapłacić
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz